Showing posts with label tęsknicz. Show all posts
Showing posts with label tęsknicz. Show all posts

Monday, August 24, 2009

Blunders and Duties

Reader (if anyone should stray here from their blogging path for whatever reason), I have married, I have become a teacher (sort of like a governess but I have to pay my rent myself).

I got sucked into the abyss of pedagogical duties just around that last post in June. The abyss is technically supposed to look back at you when you look into it, but mine just spat out student essays.

As luck would have it, the recession has hit the cheerful land of graduate study, where kiddies venture when they're too scared to face the job market. The sharply reduced number of free photocopies was, I think, just enough for me to copy the syllabus; my so-called office doesn't have a window (curious savings) but it does have one of those locks that let you lock yourself in easily; I get to teach on the American Labor Day, while all the cafeterias on campus are closed (because it's Labor Day). Oh joy! And the (censored) publishing house *forgot* to send me desk copies. Twice. Now I can only eat bread and water until the next paycheck comes.

On the whole it's fine, I guess. If only I didn't have a big fat exam hanging over my head...

Meanwhile, I still have my secret imaginary life in Berlin, where I have imaginary kids, say, in Prenzlauer Berg and am able to afford eating out, and where I take long walks like someone out of Baudelaire and I don't have to submit 25 pages about it by the end of the semester.


PS: I don't even know how to reference this gem.

Wednesday, April 15, 2009

So sitzen Sie richtig



This is one of my favorite paintings (and poems). Back in the day, before April turned from Poetry Month into tax month, I would linger over my favorite art and read poems waiting for something (or nothing) to happen.

Not to make it sound too idyllic, I was often bored.

There is a picture of me, though, leafing through an Egon Schiele album, some seven years ago. It was taken in a darkish pub on a hot August day, one of the most surprisingly surprising days when my sandals fell apart and I walked barefoot through the main streets of Poznań.

For years I remembered that a couple of pictures were taken on that occasion but had never seen them. Until Gryzmak dug them up in a box last Christmas. Between the summer we first met and our meeting six years later they had been waiting among other photographs and papers. Objects can be patient like I never can.

I envy that kind of poise as I fill out my forms and wait for magnolias to kick into full bloom. Now they are teasing me, on the verge of opening but still keeping to themselves.

What's admitted by the door can be kept
by the mind. Can be trapped
in a list. Can be lifted

by the tail and tenderly placed
where it will no longer be
in the way. It was never easy.
(from Mary Jo Bang, "This Is How You Sit Correctly (After Goya)")

Sometimes it's hard to make connections and the concluding sentence chooses to imitate the spring.

Wednesday, February 4, 2009

Czekam...


Gdy Pan Gryzmak pokonuje kolejne żabie skoki podróży, ja w domu czekam, śpiąc na wyrywki.

Tuesday, February 3, 2009

Uwodziciele

Czytając jednocześnie XVIII-wieczną powieść pisaną amerykańskim pannom ku przestrodze przed uwiedzeniem, oglądam Lekarstwo na miłość. PRL, lata 60-te XX wieku i komedia kryminalna, w której o uwiedzenie właśnie głównie chodzi. I panny tu bynajmniej nie są jak trusie.

Kalina Jędrusik biega na szpilkach z fryzurą chyba utwardzaną gipsem, bo ani włosek drgnie, nawet gdy spada jej tynk na głowę. Hojnie nałożony (ekhm) makijaż i boskie sukienki.

Andrzej Łapicki czaruje głosem przez telefon, a sztuczki zna takie, że w XVIII-wiecznej Ameryce byłaby nagroda za jego głowę. Szkoda, że pali papierosy, ale oni wszyscy palą bez ustanku. A co na to minister zdrowia?

Ewidentnie węch mają uwodziciele osłabiony, bo odległość podczas konwersacji jest mniejsza niż według standardów latynoskich. Możliwe też, że czynnikiem dodatkowym jest tu PRL-owska polityka mieszkaniowa, gdzie na obywatela przypada bardzo ograniczony metraż. Tak więc, mimo bimbania sobie zaleceń ministerstwa zdrowia, uwodziciele zdają się brać bardzo poważnie budownictwo jak i zalecenia dotyczące oszczędzania energii elektrycznej.

Z filmu dowiadujemy się, że nie ma nic bardziej erotycznego jak wspólne omawianie zakupu żyrandola.

Koniecznie musimy to przećwiczyć w domu. Wolałabym jednakże nie wyrywać lampy z sufitu w wynajętym mieszkaniu. Dyskretne podsuwanie się na kanapie i chuchanie na policzek jest dla mnie bardziej kluczowym krokiem w rozwiązywaniu oświetleniowego dylematu.

Jak na załączonych obrazkach:


"Musimy omówić sprawę żyrandola, a PRL-owska polityka mieszkaniowa sprawia, że nie mam gdzie stanąć i muszę tuż przy panu."

(To nie jest fragment dialogu z filmu. Ale mógłby być.)

I dalej:




"Zna pan te dowcipy - ilu chemików potrzebnych jest do wkręcenia żarówki? Powiem panu, że jeden, ale marzy mi się żyrandol o wielu żarówkach. Spotkajmy się zatem jutro o 21."

(Bohater grany przez Łapickiego nie jest chemikiem. Gdybym ja pisała scenariusz pewnie by był.)

Consensus w sprawie żyrandola osiągnięty:


I w zasadzie tu się kończy podręcznik wzajemnego uwodzenia.

Dalsze mądre nauki jakie z filmu można wyciągnąć dotyczą zachowania w szalonej codzienności. Na przykład: jak nie złamać nogi chodząc w szpilkach po polskich płytach chodnikowych (tu należy uważnie patrzeć na rozmaite sceny, gdzie Jędrusik i Sienkiewicz truchtają po ulicy); jak umiejętnie brać kąpiel w pełnym makijażu oraz przeróżnej biżuterii i wiele innych.

Do moich ulubionych należą:

  • jak stylowo mieszać kawę lub herbatę w szklance (czarno-biały film: konia z rzędem temu, kto zgadnie czy to kawa, czy herbata)



  • jak niechcący obrazić na ulicy przypadkowego faceta (moja ukochana scena)



"Bardzo by ci było ładnie z takim dużym dekoltem"

A to akurat autentycznie z tego filmu. Cudo.
Idę psuć żyrandol.

Pan z gołą dupką


Pan z gołą dupką wydaje się istotną postacią w książce dla dzieci pt. Maciuś skowronek. Pan ów, książeczka oraz blog Tralaloskop należą do moich największych odkryć w ostatnim czasie, gdy zima zła, lód i ciemności i tylko czekam na przyjazd Gryzmaka i czekam…