Showing posts with label film. Show all posts
Showing posts with label film. Show all posts

Thursday, April 9, 2009

"I think it's the best costume for the day, you understand"


I really want to see Grey Gardens.

Jezebel quotes ambivalent reviews. I still want to see both the documentary and the movie. I have a soft spot for Drew Barrymore for reasons beyond my rational understanding.

Thursday, February 19, 2009

Czeburaszka

Kiwaczek.



Nawet gdy cię nie ma w słowniku, jesteś cudny.

Tuesday, February 3, 2009

"Women: Know Your Limits!"

I hate it when YT does that. Embedding disabled, but here's the link. Thanks to the lovely Żurawina who only revealed that she has a blog when I begged her.

Uwodziciele

Czytając jednocześnie XVIII-wieczną powieść pisaną amerykańskim pannom ku przestrodze przed uwiedzeniem, oglądam Lekarstwo na miłość. PRL, lata 60-te XX wieku i komedia kryminalna, w której o uwiedzenie właśnie głównie chodzi. I panny tu bynajmniej nie są jak trusie.

Kalina Jędrusik biega na szpilkach z fryzurą chyba utwardzaną gipsem, bo ani włosek drgnie, nawet gdy spada jej tynk na głowę. Hojnie nałożony (ekhm) makijaż i boskie sukienki.

Andrzej Łapicki czaruje głosem przez telefon, a sztuczki zna takie, że w XVIII-wiecznej Ameryce byłaby nagroda za jego głowę. Szkoda, że pali papierosy, ale oni wszyscy palą bez ustanku. A co na to minister zdrowia?

Ewidentnie węch mają uwodziciele osłabiony, bo odległość podczas konwersacji jest mniejsza niż według standardów latynoskich. Możliwe też, że czynnikiem dodatkowym jest tu PRL-owska polityka mieszkaniowa, gdzie na obywatela przypada bardzo ograniczony metraż. Tak więc, mimo bimbania sobie zaleceń ministerstwa zdrowia, uwodziciele zdają się brać bardzo poważnie budownictwo jak i zalecenia dotyczące oszczędzania energii elektrycznej.

Z filmu dowiadujemy się, że nie ma nic bardziej erotycznego jak wspólne omawianie zakupu żyrandola.

Koniecznie musimy to przećwiczyć w domu. Wolałabym jednakże nie wyrywać lampy z sufitu w wynajętym mieszkaniu. Dyskretne podsuwanie się na kanapie i chuchanie na policzek jest dla mnie bardziej kluczowym krokiem w rozwiązywaniu oświetleniowego dylematu.

Jak na załączonych obrazkach:


"Musimy omówić sprawę żyrandola, a PRL-owska polityka mieszkaniowa sprawia, że nie mam gdzie stanąć i muszę tuż przy panu."

(To nie jest fragment dialogu z filmu. Ale mógłby być.)

I dalej:




"Zna pan te dowcipy - ilu chemików potrzebnych jest do wkręcenia żarówki? Powiem panu, że jeden, ale marzy mi się żyrandol o wielu żarówkach. Spotkajmy się zatem jutro o 21."

(Bohater grany przez Łapickiego nie jest chemikiem. Gdybym ja pisała scenariusz pewnie by był.)

Consensus w sprawie żyrandola osiągnięty:


I w zasadzie tu się kończy podręcznik wzajemnego uwodzenia.

Dalsze mądre nauki jakie z filmu można wyciągnąć dotyczą zachowania w szalonej codzienności. Na przykład: jak nie złamać nogi chodząc w szpilkach po polskich płytach chodnikowych (tu należy uważnie patrzeć na rozmaite sceny, gdzie Jędrusik i Sienkiewicz truchtają po ulicy); jak umiejętnie brać kąpiel w pełnym makijażu oraz przeróżnej biżuterii i wiele innych.

Do moich ulubionych należą:

  • jak stylowo mieszać kawę lub herbatę w szklance (czarno-biały film: konia z rzędem temu, kto zgadnie czy to kawa, czy herbata)



  • jak niechcący obrazić na ulicy przypadkowego faceta (moja ukochana scena)



"Bardzo by ci było ładnie z takim dużym dekoltem"

A to akurat autentycznie z tego filmu. Cudo.
Idę psuć żyrandol.