Showing posts with label nuda. Show all posts
Showing posts with label nuda. Show all posts

Monday, October 18, 2010

The Fount of Boredom

I'm supposedly writing a paper. But I'm really staring at the computer screen and doing random paper-related things peppered with absolutely paper-unrelated things. Because I feel like this:



Not that I feel like reading this novel right now*; I feel as awkward as its style. Ble.

*It's Henry James's The Sacred Fount, which I must read at some point because it's supposed to be as terrible as this beginning. Pot calling the kettle black, eh...

Sunday, February 22, 2009

Sunday Confessions

It's Sunday evening and after a week filled with 19th-century sentimental fiction, I feel whimsical.

The downside of studying literature is that though you do get to fill your life with reading interesting things, it's not necessarily that the assigned reading is what interests you at that particular moment...

So I started drawing up a list of what I'd really feel like reading now (but can't because I'm reading lots of other things). On top of the list is Stevie Smith. I only ever get to read her poems online, without the drawings, and read essays that mention the drawings but never reprint them. I need to change that. (And why did I ever give up drawing? At least I'd have another way to vent...) She's fun, brief, morbid, and didn't waste her time writing lofty manifestos. (Although I don't think planning and going about your suicide is a better way to spend your time.)

I'd also like to read Elaine Dundy's The Dud Avocado (since reading this post; yes, I know I didn't exactly run to get the book asap).

And Mary Jo Bang's last (i.e. most recent) book of poems. It took me shamefully long to get it.

This children's book, which I read at least three times as a child.

Since I already got in this oddly confessional mode (because I'm drafting a paper on the confessional poetry), I might as well say that I'm pushing away reading a batch of essays on New Criticism and its impact on contemporary literary criticism (snoring already?) by contemplating whether I should make myself another mug of tea with soymilk. Soymilk is fat and so New Criticism has better dietary effects.

(Snoring already?) Off, then, from the realm of unread to the realm of reading assignments...

PS: Tea in the US deserves a separate post.

Tuesday, February 3, 2009

Uwodziciele

Czytając jednocześnie XVIII-wieczną powieść pisaną amerykańskim pannom ku przestrodze przed uwiedzeniem, oglądam Lekarstwo na miłość. PRL, lata 60-te XX wieku i komedia kryminalna, w której o uwiedzenie właśnie głównie chodzi. I panny tu bynajmniej nie są jak trusie.

Kalina Jędrusik biega na szpilkach z fryzurą chyba utwardzaną gipsem, bo ani włosek drgnie, nawet gdy spada jej tynk na głowę. Hojnie nałożony (ekhm) makijaż i boskie sukienki.

Andrzej Łapicki czaruje głosem przez telefon, a sztuczki zna takie, że w XVIII-wiecznej Ameryce byłaby nagroda za jego głowę. Szkoda, że pali papierosy, ale oni wszyscy palą bez ustanku. A co na to minister zdrowia?

Ewidentnie węch mają uwodziciele osłabiony, bo odległość podczas konwersacji jest mniejsza niż według standardów latynoskich. Możliwe też, że czynnikiem dodatkowym jest tu PRL-owska polityka mieszkaniowa, gdzie na obywatela przypada bardzo ograniczony metraż. Tak więc, mimo bimbania sobie zaleceń ministerstwa zdrowia, uwodziciele zdają się brać bardzo poważnie budownictwo jak i zalecenia dotyczące oszczędzania energii elektrycznej.

Z filmu dowiadujemy się, że nie ma nic bardziej erotycznego jak wspólne omawianie zakupu żyrandola.

Koniecznie musimy to przećwiczyć w domu. Wolałabym jednakże nie wyrywać lampy z sufitu w wynajętym mieszkaniu. Dyskretne podsuwanie się na kanapie i chuchanie na policzek jest dla mnie bardziej kluczowym krokiem w rozwiązywaniu oświetleniowego dylematu.

Jak na załączonych obrazkach:


"Musimy omówić sprawę żyrandola, a PRL-owska polityka mieszkaniowa sprawia, że nie mam gdzie stanąć i muszę tuż przy panu."

(To nie jest fragment dialogu z filmu. Ale mógłby być.)

I dalej:




"Zna pan te dowcipy - ilu chemików potrzebnych jest do wkręcenia żarówki? Powiem panu, że jeden, ale marzy mi się żyrandol o wielu żarówkach. Spotkajmy się zatem jutro o 21."

(Bohater grany przez Łapickiego nie jest chemikiem. Gdybym ja pisała scenariusz pewnie by był.)

Consensus w sprawie żyrandola osiągnięty:


I w zasadzie tu się kończy podręcznik wzajemnego uwodzenia.

Dalsze mądre nauki jakie z filmu można wyciągnąć dotyczą zachowania w szalonej codzienności. Na przykład: jak nie złamać nogi chodząc w szpilkach po polskich płytach chodnikowych (tu należy uważnie patrzeć na rozmaite sceny, gdzie Jędrusik i Sienkiewicz truchtają po ulicy); jak umiejętnie brać kąpiel w pełnym makijażu oraz przeróżnej biżuterii i wiele innych.

Do moich ulubionych należą:

  • jak stylowo mieszać kawę lub herbatę w szklance (czarno-biały film: konia z rzędem temu, kto zgadnie czy to kawa, czy herbata)



  • jak niechcący obrazić na ulicy przypadkowego faceta (moja ukochana scena)



"Bardzo by ci było ładnie z takim dużym dekoltem"

A to akurat autentycznie z tego filmu. Cudo.
Idę psuć żyrandol.